To była leniwa sobota. Odwiedziliśmy kolegę, który pracuje w nowej Restauracji Sushi na Piotrkowskiej. Ku mojemu zdziwieniu nawet w takim miejscu był wydzielony stoliczek dla dzieci, a ku uciesze Stasia, na parapetach było milion kamyczków 🙂 Przyjemne wnętrze, naprawdę przepyszne Sushi, miła obsługa i Staś próbujący grać na miniaturze sprzętu do łapania cukierków. Smakoszy sushi namawiam na odwiedzenie tego miejsca.
Na zakończenie spacer w pobliskim parku Poniatowskiego.
A Wy jak spędzacie dzisiejszy ponury dzień? Nas dopadł katar, wiec zostajemy w domu.
Aha! I jak Wam się podoba Staś w krótkich włosach? 🙂 Czytaj więcej
Pożegnaliśmy się ze słodką i dziewczęcą stroną Stasia. Płakał on, płakałam ja. No cóż kiedyś odrosną i na pewno jeszcze kiedyś będzie wyglądał jak 'amerykański surfer’… Teraz musimy się przyzwyczaić do jego nowego, poważnego i bardzo dorosłego look’u.
Poniżej ostatnie, szybkie ujęcia, tuż przed wyjściem do Fryzjerka.
Restauracja Smaki PRL-u znajduje się na Rynku Manufaktury. Jeszcze niedawno w tym miejscu znajdowała się Włoska Restauracja – Marcello. Obecnie można rozkoszować się tam smakiem typowo polskich potraw. Nazwa doskonale pokazuje z jakiego rodzaju jadłem mamy tutaj do czynienia – smakosze prostej kuchni, opartej na śledziku, grochówce oraz kotletach schabowych na pewno będą wniebowzięci, bo dania są naprawdę smaczne, a porcje duże.
Jeżeli w niedzielne popołudnie chcesz odpocząć, a jednocześnie zadowolić całą rodzinę tradycyjnym obiadem, Smaki PRL-u stanowią ciekawą opcję. Oczywiście Staś również musi być zadowolony, dlatego skupię się na ocenie tego miejsca pod kątem dzieci:
Nieważne jak dziwnie to zabrzmi, ale pragnę to wykrzyczeć całemu światu: KOCHAM MOJE MELONY
Jest ich dwóch. Duży i mały. Duży to Pan Tata – Adam, mały to synek- Staś. Pan Tata również skończył psychologię chociaż obecnie zajmuje się handlem. Syn na ten moment jest cudownym urwisem, z niespożytym zapasem energii i uśmiechem tak czarującym, że obawiam się co mnie czeka za kilkanaście lat…
Pan Tata zdjęć nie lubi, a Staś wciąż chce ukraść mi aparat i uciec z nim na koniec świata. Ich fotografii tutaj nie zabraknie, bo na złość moim Panom, uwielbiam uwieczniać rodzinne chwile.
Nasza historia zaczyna się w złoto-jesienną październikową niedzielę. Tego dnia, głównym celem podróży była Tubajka – wspaniała klubo-kawiarnia, o której zapewne jeszcze nieraz będziecie mogli przeczytać…